Zima 2017. Jeszcze mogłem wynieść 15 kg w tych warunkach. Oboje mieliśmy niezłą turystyczną formę. Przy zejściu nie znalazłem najkrótszej drogi na Cyrlę. Wszystkie „znaki” były zasypane. Kopaliśmy się straszliwie, ale w końcu dotarliśmy do szlaku i do schroniska.
To od lat tradycja. W lecie , w zimie .Wszystkie pory roku. Zaczynam od parkingu pod zamkiem w Rytrze , potem wzdłuż Popradu do mostu w Życzanowie i „rura” w górę do Osiedla Podmakowica. Potem z drogi w prawo w las i ambitnym skrótem (ostre podejście) do ścieżki na Makowicę. Zejście na Cyrlę. Najlepsza szarlotka i niespotykane nigdzie indziej wspaniałe nalewki. Dla kolarza dobry trening zwłaszcza z obciążeniem 15kg i ze śniegiem do kolan. potem w dół ,również poza drogą do parkingu.
Makowica 948 m n.p.m
Bożena , bo tak na imię ma moja Żona. Ma swoją ekipę przyjaciołek ,z którymi chodzi od lat w góry. Czasami idziemy razem, ale rzadko. Moja ekipa „wykruszyła” się. Często tak bywa. Zima dla kolarzy to był okres treningu przygotowawczego i mało kto wytrzymalby takie obciążenia. Z czasem kiedy zaczeły wchodzić coraz bardziej rozbudowane trenażery dużo łatwiej i prościej było „zostać” w domu. W jednym z zimowych treningów udało się przekroczyć na trasie Rytro – Radziejowa 8500 kcal. Śnieg momentami do polowy uda i prawie 10,5 godzin w trasie. Jest wykres wysiłkowy.
Razem już wiele przeszliśmy gór
Na Cyrli - kawa i szarlotka
30 - 40 cm śniegu - od samego dołu
Pięknie , ale dość ciężko
Na "dole" nigdy!!! tak nie smakuje
Lackowa najwyższy szczyt Beskidu Niskiego. 997 metrów n.p.m. Niektórzy twierdzą ,że podejście od Izb to prawdziwa ściana płaczu. Przewyższenie jest potężne. Myślę ,że około 450 metrów w pionie i może 2 km w poziomie. Byłem tam kilka razy w zimie i w lecie. W zależności od obciążenia można się zagotować do „punktu wrzenia”. Lata temu natknąłem się na artykuł w internecie w którym opisana była sytuacja w jakiej znaleźli się panowie z GOPR, którzy prawdopodobnie nieźle biesiadowali w Izbach i paru z nich wymyślilo sobie nocne przejście Lackowej. Była zima, mróz, wiatr i śnieg powyżej kolan. Ci co zostali rozsądnie w Izbach po jakimś czasie wyruszyli na poszukiwania i akcję ratowniczą, która przerodziła się dosłownie w walkę o przetrwanie i życie. Odwodnieni, z odmrożeniami, skrajnie wyczerpani wrócili wszyscy do Izb, ale było bardzo „pochyło”. Trwało to wszystko kilka ładnych godzin. Do rana. Pomyślałem co to za cholerny pagórek!!!. Znam doskonale środowisko ratowników górskich. Wspinałem się wiele lat w Tatrach i sam byłem wiele razy w trudnych sytuacjach. Jeżeli oni tak dostali w kość to to trzeba „zaliczyć”. Nigdy nie lekceważyłem żadnej góry. Zawsze targam kilogramy na plecach z pełnym wyposażeniem pierwszej pomocy z foliami, bandażami, kompresami, racami, i radiotelefonem. Obecnie garmin, telefon, power bank, gwizdek i piersióweczka!!! Pierwszy raz poszliśmy zimą , we dwóch. Z Mochnaczki Niżnej .Rzeczywiście trzeba mocno!!! zadrzeć głowę. Że tam nie schodzą lawinki to tylko dlatego ,że jest mnóstwo drzew. Nawet udało mi się namówic Żonę. Poszliśmy z Izb. Okazało się ,że jest totalnie ślisko. O ile jakoś wygramoliliśmy się na górę ,to z powrotem był horror. Nie wzięliśmy raczków. Nie wziąłem również żadnej linki. Nieskończone trawersy i łapanie się drzew. Schodziliśmy dlużej niż wychodziliśmy. No cóż. To właśnie dowód na to ,że trzeba myśleć o wszystkim!!! idąc w góry.
Podejście pod Lackową
Bardzo trudne - 18 kg na plecach
Radziejowa najwyższy szczyt Beskidu Sądeckiego – 1262 m n.p.m. Podchodzić można z kilku stron. Podejcie z przełęczy Żłobki ,krótkie, ale ostre. Nowa wieża widokowa na zalesionym szczycie pozwala na podziwianie krajobrazów.
Wykres trasy - Rytro - Radziejowa
Wykres pracy serca na tej trasie
Widok z pod szczytu Radziejowej
Z Radziejowej na Złomisty Wierch
Niemcowa 979m n.p.m - Beskid Sądecki
Jeden z wielu zimowych treningów
Wojtek. Dużo razem chodziliśmy. 194 cm wzrostu. O ile różnica między nami w lecie nie miała specjalnego znaczenia w zimie 18 cm to przepaść. Jak On miał śnieg do kolan ,ja mialem do połowy uda. I pewnej niedzieli ,w środku zimy wybraliśmy się na Niemcową – od Rytra. Od momentu podejścia śnieg powyżej kolan. Potężny wiatr powodował ,że było znacznie zimniej. Padał śnieg. Momentami kopałem się powyżej pasa. Wiatr tworzył zaspy. I tak z prostej, letniej trasy zrobiło się bardzo poważne ,ciężkie , zimowe podejście na granicy wydolności. Przynajmniej mojej. Wiekszość trasy prowadzil Wojtek ,ale przez to wcale nie było łatwiej, bo ja „wystawałem” ze śniegu znacznie mniej a i ślady były inne. To było jak to określają żeglarze „niedżwiedzie mięso”. Zdjęcie przedstawia pijącego Wojtka już na górze. Pod drogowskazem. Widać dokładnie jakie były warunki. Na trasie nie było nikogo. Z Wojtkiem przeszliśmy wiele górskich kilometrów ,jak również przejechaliśmy rowerami. Niestety w pewnym momencie rozdzieliło nas życie. Wojtek pojechał do Krakowa i znajomość się zakończyła.